Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rośliny. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 marca 2015
środa, 26 lutego 2014
"Stokrotka" Hans Christian Andersen
A teraz słuchaj!
Daleko na wsi, tuż koło drogi, stała altana; widziałeś ją na pewno,
kiedyś tamtędy przechodził. Przed altaną był mały ogródek kwiatowy z
pomalowanymi sztachetami, tuż obok na murawie, wśród najpiękniejszej
zielonej trawy, rosła mała stokrotka; słońce ogrzewało ją tak samo mocno
i pięknie jak wielkie, pyszne kwiaty w ogrodzie, i dlatego rosła z
godziny na godzinę. Pewnego ranka całkiem rozkwitła i stała tak ze swymi
małymi, śnieżnobiałymi płatkami, które otaczały, jak promienie, żółte
słoneczko pośrodku. Nie myślała wcale o tym, że żaden człowiek nie widzi
jej w trawie i że jest biednym, pogardzanym kwiatkiem; nie - była
bardzo zadowolona, zwracała się cała do ciepłego słońca, patrzała w nie i
słuchała skowronka, który śpiewał w powietrzu.
Mała stokrotka czuła się szczęśliwa, jak gdyby to było wielkie święto, a
przecież był to tylko poniedziałek; wszystkie dzieci uczyły się w
szkole; podczas gdy dzieci tkwiły w ławkach i uczyły się tam czegoś -
stokrotka tkwiła na swej zielonej łodydze i również się uczyła od
ciepłego słońca i od wszystkiego, co ją otaczało, jaki Bóg jest dobry.
Myślała o tym, jak pięknie wyśpiewuje skowronek to, co czuje w ciszy, i
patrzyła z pewnego rodzaju czcią i podziwem na szczęśliwego ptaszka,
który umie śpiewać i fruwać; ale nie martwiła się tym, że sama tak nie
potrafi. "Widzę i słyszę! - myślała - słońce mnie grzeje i wiatr mnie
całuje. Ach, obficie mnie obdarowano!".
Za sztachetami stało tyle sztywnych, wykwintnych kwiatów; im mniej
pachniały, tym dumniej strzelały w górę. Piwonie nadymały się, aby być
większymi od róż - ale rozmiar przecież nic nie znaczy. Tulipany miały
najpiękniejsze barwy, wiedziały o tym dobrze i trzymały się prosto, aby
je można było lepiej widzieć. Nie spostrzegały wcale małej stokrotki,
ale ona patrzała na nie tym uważniej i myślała: "Jakież one bogate i
piękne! Do nich przyleci na pewno ten wspaniały ptak w odwiedziny. Bogu
dzięki, że jestem tak blisko nich, mogę przynajmniej przyglądać się ich
wspaniałości". I właśnie gdy tak myślała, posłyszała: "Ćwir, ćwir!" - to
skowronek zleciał na dół, ale nie do piwonii ani tulipanów - nie:
sfrunął w trawę do biednej stokrotki; radość po prostu przeraziła
stokrotkę i sama nie wiedziała, co ma myśleć.
Ptaszek tańczył dookoła stokrotki i śpiewał: "Jaka ta trawa jest miękka,
patrzcie, jaki to kochany, mały kwiatek o złotym serduszku i
srebrzystej sukience". Żółty środek stokrotki wyglądał naprawdę jak
złoty, a małe płatki dookoła błyszczały swą białością. Jakże szczęśliwa
była stokrotka - to trudno sobie wyobrazić. Ptaszek pocałował ją swym
dziobem, zaśpiewał dla niej i pofrunął znowu w błękitne powietrze. Chyba
kwadrans minął, zanim stokrotka przyszła do siebie. Trochę zawstydzona,
ale jednak serdecznie uradowana, spojrzała na kwiaty w ogrodzie,
widziały przecież, jaki ją spotkał honor i jakie szczęście; musiały
zrozumieć, jaka to była dla niej radość; ale tulipany stały tak samo
sztywne jak przedtem, twarze ich ściągnęły się, zaczerwieniły z gniewu.
Piwonie nadęły się, "ph!", całe szczęście, że nie mogły mówić, na pewno
robiłyby stokrotce ostre wymówki. Biedny kwiatek widział, że nie są w
dobrym humorze, i to mu sprawiało prawdziwą przykrość. Wtedy do ogrodu
przyszła dziewczynka z wielkim nożem, ostrym, błyszczącym, zbliżyła się
do tulipanów i zaczęła obcinać jeden po drugim.
- Ach! - westchnęła stokrotka. - Jakież to straszne, już po tulipanach!
Dziewczynka odeszła z tulipanami; stokrotka była szczęśliwa, że stoi
daleko w trawie i że jest małym, biednym kwiatkiem; była przepełniona
wdzięcznością i kiedy słońce zaszło, zwinęła płatki i zasnęła śniąc
przez całą noc o słońcu i o małym ptaszku.
Następnego ranka, kiedy kwiatek wyciągnął radośnie białe płatki, niby
małe ramiona, do powietrza i słońca, posłyszał głos ptaszka, ale śpiew
jego brzmiał smutnie. Tak, biedny skowronek miał powody do smutku,
schwytano go i oto teraz siedział w klatce przy otwartym oknie. Śpiewał o
szczęściu swobodnego fruwania, śpiewał o młodym, zielonym życiu w polu i
o pięknej podróży, którą mógłby odbyć na swych skrzydłach wysoko w
powietrzu. Biedny ptaszek nie myślał o wesołości, siedział uwięziony w
klatce.
Stokrotka chętnie by mu pomogła, ale jak miała się do tego zabrać?
Trudno było coś wymyślić. Zapomniała zupełnie, jak pięknie było dookoła
niej, jak gorąco grzało ją słońce i jak ślicznie wyglądały jej białe
płatki; myślała tylko o uwięzionym ptaszku, któremu nie mogła pomóc.
Wtedy wyszło z ogrodu dwóch małych chłopców; jeden z nich trzymał nóż,
taki sam duży i ostry jak ten, którym dziewczynka obcinała tulipany.
Zmierzali wprost do stokrotki, która nie mogła zrozumieć, czego oni
chcą.
- Moglibyśmy tu wyciąć dla skowronka piękny kawałek murawy! - powiedział
jeden z chłopców i zaczął wycinać kwadrat dookoła stokrotki,
zostawiając ją pośrodku.
- Wyrwij ten kwiat! - powiedział drugi chłopiec, a stokrotka zadrżała ze
strachu, bo zostać wyrwaną to to samo co umrzeć, a teraz chciała tak
bardzo żyć, teraz gdy miała się dostać z kawałkiem murawy do klatki
skowronka.
- Nie, zostaw ją! - powiedział drugi chłopiec. - Tak ładnie wygląda!
Została więc i zabrano ją do klatki skowronka.
Biedny ptaszek narzekał głośno na utratę wolności i uderzał skrzydłami o
żelazną kratę, mała stokrotka nie mogła mówić, nie mogła mu powiedzieć
słowa pociechy, chociaż tak bardzo chciała. I tak przeszło całe
przedpołudnie.
- Nie ma tu wody! - powiedział uwięziony skowronek. - Wszyscy wyszli i
nie zostawili mi ani kropli do picia. Gardło mi wyschło i pali. Czuję w
sobie ogień i lód - powietrze jest takie ciężkie! Ach, będę musiał
umrzeć z daleka od ciepłego słońca, od świeżej zieleni, od całego
piękna, które stworzył Bóg!
I potem wsadził mały dziobek w chłodną trawę, aby się trochę odświeżyć;
wtedy wzrok jego padł na stokrotkę: ptak skinął do niej główką,
pocałował ją dziobkiem i powiedział:
- Ty także musisz tu więdnąć, biedny mały kwiatuszku! Ciebie i kawałek
zielonej murawy dano mi w zamian za cały świat, który miałem na
wolności. Każde źdźbło trawy musi mi zastąpić zielone drzewo. Każdy z
twoich białych płatków ma być dla mnie pachnącym kwiatem. Ach,
przypomina mi to tylko, ile straciłem!
"Kto mógłby pocieszyć skowronka?" -- pomyślała stokrotka. Ale nie mogła
poruszyć żadnym płatkiem; jednakże zapach, który wydzielały jej płatki,
był o wiele silniejszy niż zwykły zapach tego kwiatu; zauważył to
również skowronek, a chociaż był osłabiony z pragnienia i w męce wyrywał
zielone trawki, nie ruszył kwiatka.
Nadszedł wieczór i nikt nie przyszedł, i nie przyniósł ptaszkowi kropli
wody; wtedy skowronek wyciągnął swoje piękne skrzydła i potrząsał nimi
kurczowo, jego śpiew brzmiał jak zbolały pisk, mała główka pochylała się
ku stokrotce i serce ptaka pękło ze smutku i tęsknoty; a kwiatek nie
mógł, jak poprzedniego wieczoru, zasnąć, stuliwszy płatki; chore i
smutne chyliły się one do ziemi.
Dopiero następnego ranka przyszli chłopcy; a kiedy zobaczyli martwego
ptaka, zapłakali, płakali rzewnymi łzami i wykopali mu śliczny grób,
który ozdobili płatkami kwiatów. Ciało ptaka włożyli do pięknego,
czerwonego pudełka; królewski miał pogrzeb biedny ptaszek. Kiedy żył i
śpiewał, zapomniano o nim; trzymano go w klatce w niedostatku, teraz
ofiarowano mu wspaniały pogrzeb i wiele łez.
A kawałek murawy wraz ze stokrotką wyrzucono na drogę pełną kurzu, nikt
nie myślał o kwiatku, który najwięcej współczuł małemu ptaszkowi i tak
gorąco chciał go pocieszyć.
czwartek, 13 lutego 2014
"Chomik szuka wiosny" Mateusz Galica
Pewnego dnia mały Chomik obudził się w swojej norce na skraju lasu.
Ziewnął, przeciągnął się, przetarł oczy łapką, wyszedł z norki, szukać
wiosny.
- Zimno - mruknął zaspany Chomik.
Rozejrzał się dookoła, ale wiosny nigdzie nie było.
Na gałązkach wierzby siedziały małe puchate wierzbowe kotki.
- Co robicie tak wysoko? - spytał Chomik.
- Rośniemy, rośniemy - zawołały wierzbowe kotki.
- A wiosny nie widziałyście? – spytał Chomik.
Ale właśnie nadleciał wiatr, wierzba zaszumiała gałązkami i Chomik nie usłyszał co mówią wierzbowe kotki.
Poszedł więc dalej. Świeciło słonko, a po niebie przepływały małe chmurki.
- Halo - zawołał do nich Chomik. - Czy nie widziałyście wiosny?
A wtedy jedna chmurka zasłoniła słońce i na Chomika spadły krople deszczu.
- Brr...- skulił się Chomik przy ziemi i zobaczył małe, białe kwiatki.
- Może wy widziałyście wiosnę? - zapytał, ale kwiatki były malutkie i jeszcze nie potrafiły mówić.
Chomik poszedł dalej szukać wiosny.
W górze między drzewami fruwały ptaki. Były bardzo zajęte, bo zbierały gałązki i wiórki na budowę gniazd.
- Może wy wiecie, gdzie jest wiosna? - zawołał Chomik, ale ptaki śpiewały, ćwierkały, gwizdały i nawet nie słyszały głosu Chomika.
- Muszę iść dalej, tuta jeszcze nikt wiosny nie spotkał - mruknął do siebie.
Aż wreszcie Chomik doszedł na łąkę, a tam na długich nogach stał pan
bocian. Chomik zadarł wysoko głowę i przyjrzał się boćkowi. Jego nawet
nie warto pytać o wiosnę, jest taki zmarznięty, że aż nos i nogi ma
czerwone. A bocian też przyjrzał się Chomikowi i zaklekotał:
- Coś podobnego! - Ta żaba cała ubrana jest w ciepłe futerko, a ja myślałem, że już wiosna - i odleciał.
A Chomik powędrował dalej szukać wiosny ...
sobota, 25 stycznia 2014
Pory roku - jesień
Co to za pani w
złocie, czerwieni,
sady maluje, lasy
przemieni?
A gdy odejdzie gdzieś
w obce kraje,
śnieżna zawieja po niej nastaje!
(jesień)
Co to za miesiąc,
który niesie:
grzyby i wrzosy
liliowe w lesie,
w sadach soczyste
jabłka czerwone,
a także pierwszy
szkolny dzwonek?
(wrzesień)
On dziesiąty jest w
kolejce,
gdzie stoi dwanaście miesięcy.
(październik)
To miesiąc smutny
taki,
bo odleciały już ptaki.
I liść ostatni
już opadł.
Ten miesiąc zwie się…
(listopad)
Gdy się te niteczki
snują po ścierniskach,
to znak nieomylny, że
jesień jest bliska.
(babie lato)
Płynie po niebie,
znasz ją i wiesz,
że gdy jest ciemna,
może być deszcz.
(chmura)
Co to za rycerz w
słomianej zbroi,
różę otula, w
ogrodzie stoi.
(chochoł)
Na jakim drzewie jesienią
koraliki się
czerwienią?
(jarzębina)
W lesie go spotkasz
i dziwisz się srodze:
bo on ma kapelusz,
ale gdzie? Na nodze!
(grzyb)
Jakie obuwie, do tego
służy,
żeby nóg nie moczyć nawet w kałuży.
(kalosze)
Choć kolczaste jak
jeże, każdy do rąk je bierze.
Odziera
z odzienia
i w koniki zamienia.
(kasztany)
Spadają z drzewa
żółte, czerwone.
Wiatr je niesie w tę
i tamtą stronę.
(liście)
Chociaż nie jest
babcią,
mówią na nią,, siwa”.
Na ,,m” się zaczyna,
zwykle rano bywa.
(mgła)
Gdy świeci słońce,
stawiasz go w kącie.
Kiedy deszcz rosi, nad głową go nosisz.
(parasol)
Dom pszczół
i Ewa, to będzie…
(ulewa)
Bez skrzydeł-a jednak
lecę,
nie mam rąk,
a jabłka zrywam.
Nie mam ust-a zgaszę
świecę,
powiedz, jak ja się
nazywam?
(wiatr)
Co jesienią
z dębu spada?
Co ze smakiem dzik
zajada?
(żołędzie)
Pory roku - wiosna
W marcu się zaczyna,
gdy się kończy zima.
Przyjdzie z wiatru ciepłym wiewem,
z pięknem kwiatów, z ptaków śpiewem.
(wiosna)
Przyjdzie z wiatru ciepłym wiewem,
z pięknem kwiatów, z ptaków śpiewem.
(wiosna)
Mówią – że w nim jak
w garncu,
nieustanna zmiana.
Słońce grzeje w
południe, mrozek szczypie
z rana, a do
tego jeszcze przelatują deszcze!
(marzec)
Po marcu przyjeżdża w
kwiecistej karecie.
Przed majem odjeżdża.
Kto taki? Czy wiecie?
(kwiecień)
Chociaż to miesiąc
długi,
to najkrócej się
nazywa.
I co roku tym się chlubi,
że zielenią świat
okrywa.
(maj)
Zobaczysz je wiosną, gdy na wie-
rzbach rosną. Srebrne
futra mają.
Jak się nazywają?
(bazie)
Powrócił do nas
z dalekiej strony,
ma długie nogi
i dziób czerwony.
Dzieci się śmiały,
gdy go witały,
żabki płakały przez
dzionek cały.
(bocian)
Co ona przekopie, to
one wygładzą.
W domowym ogródku bardzo się przydadzą.
(grabie)
Co buduje każdy ptak,
by chować
pisklęta,
a tylko kukułka,
o tym nie pamięta?
(gniazdo)
Są żółte jak
kaczuszki.
Myślicie, że mają nóżki.
Nie wcześnie, chłodną wiosną na mokrej łące
rosną.
(kaczeńce)
Gdy niebo wdzieje
szary kubraczek,
a potem rzewnie się rozpłacze,
gdzie spadnie łez tych
liczba duża,
tam z wody się zrobi wielka …
(kałuża)
Nie listek, nie
kwiatek, rośliny
zadatek. Ma go każde
nasienie,
najpierw on wrasta w
ziemię.
(kiełek)
Biała i twarda
po rzece pływa.
Wrona ci powie, jak
się nazywa.
(kra)
Kolorowe
i pachnące, czy
w ogrodzie, czy na
łące, zawsze
chętnie je zbieramy
na bukiecik
dla swej mamy.
(kwiaty)
Wiosną na drzewie się
zieleni, ale
opada na jesieni.
(liść)
W brązowych kapturka
chowają
się listki wiosną,
a potem będą
zielone, gdy trochę
podrosną.
(pąki)
Przez śnieg się
odważnie przebijam.
Mróz nawet mnie nie po-
wstrzyma. Mam listki
zielone,
tak jak wiosna,
a dzwonek bielutki
jak zima.
(przebiśnieg)
Kiedy jest zimno,
kiedy deszcz
pada, gdy na dwór
wychodzisz
na siebie wkładasz.
(płaszcz)
Przyszła
wiosna od lasku z kluczykami przy pasku.
A te
klucze pachnące,
można
znaleźć na łące.
(pierwiosnki)
Tam, w lesie
cienistym, zakwita niebiesko.
Na łące na pewno czułby
się kiepsko.
A gdy zakwita w
marcu,
to wtedy już wiecie,
że nieodwołalnie jest
wiosna na świecie.
(przylaszczka)
On pierwszy do nas z ciepłych krajów wrócił,
i nad polami piosenkę zanucił.
(skowronek)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
